Będzie o złudzeniach, obłudzie i ułudzie polskiego dizajnerskiego (o ile o takim można w ogóle mówić) światka. Bo w Polsce branży nie ma, nie ma czegoś takiego jak webdizajner, no może nie do końca.. Są agencje (pracujące dla “kluczowych klientów” powstają produkcje dla CocaColi McDonalds i innych korporacji światowych, są elytarni projektanci którzy dla owych agencji projektują i o których się owe agencje biją i stawkami ich kusza ale.. no właśnie jest zawsze jakieś ale. Większość polskiego web świata żyje nadal w latach dziewięćdziesiątych, gdzie podstawowym podejściem agencji, wykonawcy do klienta jest “on ma zawsze racje, nawet jeśli twierdzi najbardziej absurdalne tezy”. Nie oszukujmy sie jeszcze długo tak będzie. Dlaczego? Ano dlatego ze sami na to pozwalamy. Żyję w małym mieście (z którego zresztą jak najszybciej chce uciec, ale nie tylko z powodów zawodowych) w owym mieście karty rozdają dwie agencyjki reklamowe dla których zawołanie stawki 1000zł za projekt, z dowolną liczbą zmian, pocięcie tego do zgodnego ze standardami htmla i oflaszowanie to pewnik nieotrzymania następnego zlecenia… U nich króluje podejście typu: klient ma rację, a jeśli klient nie wie czego chce to rację ma szef/założyciel/właściciel agencyjki nawet jeśli mu mówisz że tabelki to nie jest najlepsza metoda na robienie stron i że Flash to nie zło wcielone.. Pozwalamy na to.. dlaczego? No bo gdybyśmy nie pozwalali to w Polsce byłby największy na świecie odsetek bezrobotnych grafików.. Robimy za psie pieniądze kopie template monsterów, zgrywamy mądre miny gdy ów szef agencyjki pokazuje nam “jako wzór” stronki zrobione przez przysłowiowego syna prezesa i klepiemy na potęgę kopie projektów czołówki polskiego webdesignu (nie wymienię ich tutaj bom niegodzien :)) A to wszystko po to żeby zarobić swoje średnie krajowe i po bezsennym tygodniu móc sie wyspać jedną noc.
Ale w końcu mamy dość i co robimy? Odpowiadamy na jakże słodko brzmiące ogłoszenia że oto agencja z ugruntowaną.. itd zatrudni webdesignera, oczywiście idziemy na rozmowę.. i kubeł wody na łeb.. pytania w stylu: to co robi pan całość strony..co prawda szukamy grafika ale musimy sprawdzić jak pan koduje w php, a we flashu to by pan stronkę zrobił? ale taką z edycja treści i CMS prawda? albo zbiorowe, pięcioosobowe rozmyślania nad pozycja pola zapisu do newslettera o znikomej popularności na firmowej stronie (po prawej czy po lewej stronie menu).. godzimy sie na to, w końcu coś trzeba jeść, patrzymy na nielicznych szczęściarzy/wymiataczy którzy mogą sobie pozwolić na specjalizację, piszemy blogi z treściami przepisanymi z innych blogów których treści są przepisane z jeszcze innych, zakładamy miliony kont w milionach serwisów społecznościowych, jaramy się naszą klasą, profeo, golden-line, blipem, wykopem, chadzamy na “branżowe spotkania”, kupujemy albo składamy na MacBooki Iphony i inne wynalazki Steve Jobbsa, jeździmy sobie ostro po adeptach branży którzy na branżowych forach prezentują swoje “wytfory” bo w końcu my jesteśmy tymi lepszymi, starszymi. To my jesteśmy dizajnerami.
A rano idziemy do firmy, siadamy przed monitorami i nanosimy poprawki do serwisów promujących lokalne marki, wedle najnowszego widzimisię żony prezesa, wklejamy na główną stronę zdjęcie zarządu z twarzami panów którzy pierwsze szlify zarządzania zdobywali jako “dyrektorzy w zjednoczeniu” za rządów Gierka i odbieramy gratulacje za super projekt od wyżej wymienionych, wrzucamy wszystko w nieśmiertelne “table>
spacer.gif” no bo przecież nie ma czasu a oni i tak sie nie znają i zapominamy czym prędzej. Jeśli nie daj Bóg ktoś, kiedyś wytknie na forum publicznym shitowy wygląd serwisu XYZ to dołączamy się do kamienujących z lekkim drżeniem coby się przypadkiem nie wydało że to nasza sygnaturka w stopce…
Takie jest życie moi drodzy koledzy i koleżanki dizajnerzy i moja droga młodzieży z ideałami.. jest skromna garstka ludzi którzy tworzą (Tworzą) polski Web, to artyści, reszta powiela, skleja z kawałków, realizuje abstrakcyjne i zupełnie przeczące zasadom biznesu internetowego wizje “prezesa”, klienta.. bo przecież on ma rację, bo zawsze może sie znaleźć ktoś, kto to zrobi bez zająknięcia za 200 zł na rosyjskiej kopii fotoszopa.. i właśnie ci drudzy, ta przeważająca większość kreuje wizerunek polskiego internetu, to rzemieślnicy ale sztuka cała w tym, żeby być w tym rzemiośle fachowcem i mimo wszystko specjalizować się, wdrażać standardy, tłumaczyć, pokazywać , uczyć, nie iść z prądem, a doczekamy się czasów że webdesigner nie będzie jednocześnie flaszowcem, koderem, programistą, dtpowcem i pozycjonerem, a co w przerażającej większości obecnie ma miejsce. A i w końcu klient w swoim czasie nam za to podziękuje.
Dziękuję za uwagę :)
Dodaj swój komentarz:
Dodaj swój komentarz, lub trackback z twojej strony.
Subskrybuj RSS komentarzy.
Pisz na temat i nie spamuj :)
Możesz użyć następujących tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>