Dostałem wiadomość na Naszej Klasie, więc czym prędzej skierowałem swoją przeglądarkę w tamte pustynne rejony a ponieważ jako osoba przebywająca na rzeczonym portalu sporadycznie i w celach zgoła innych niż integrowanie się z obecną tam społecznością, chciałem dowiedzieć się kto też mógłby być na tyle szalony żeby do mnie napisać. No cóż, okazało się że tym szaleńcem jest spamer :) informujący mnie o starcie allegro killera co się zowie vicibuy.pl. No to klikam w link bo okazji do stania się jednym z pierwszych szczęśliwych użytkowników tej jakże nowatorskiej platformy nie można przegapić. Klikam raz jeszcze bo oczom nie wierzę… i jeszcze raz sprawdzam adres… nie, to nie pomyłka vicibuy naprawdę wygląda jak wygląda. No nic myślę sobie pewnie kolejny gimnazjalista ściągnął na torrentach jakiś skrypt i twierdzi że świat zwojuje. Ale kliknąłem jeszcze sobie w link “Informacje prawne” i tutaj dopiero doznałem olśnienia, to jest prawdziwa firma… I tutaj dopiero wyszła cała polska słoma z butów… i słoma w głowach pewnej grupy “byznesmenów”. Cytuję za “informacją prawną” : “Właścicielem portalu VICIBUY.PL oraz podmiotem zarządzającym jest Spółka… i dalej … Kapitał zakładowy spółki: 270.000 zł” co mnie poraziło? Ano to że ktoś wydaje taka górę pieniędzy na swój pomysł i nawet nie potrafi zadbać żeby ten pomysł miał ręce i nogi w postaci jakiegokolwiek projektu czy to architektury treści samego serwisu czy choćby grafiki prezentującej jako taki standard o trendach czy nowatorstwie nawet nie wspominając. Ja nie wiem i może się czepiam sam nie zaufam nigdy tak amatorsko wykonanej platformie (wystarczy chociazby spojrzeć w kod strony głównej, style w tym samym pliku, i szlaczki z w serwisie z założenia generującym duży transfer…). Jak na razie vicibuy.pl kojarzy mi się tylko z przekrętem.. albo jego niebezpieczeństwem. “Stworzony dla ludzi otwartych i inteligentnych, nieobawiających się wyzwań.” oj tak bo wyzwaniem i aktem odwagi lub szaleństwa na pewno jest zaufanie do takiego czegoś. Do czego zmierzam, ano do tego że zauważyłem i z doświadczeń kontaktów z różnorakimi klientami i z prywatnego oglądu różnych nowych internetowych produkcji że chyba wraca (albo ja mam takiego pecha) era bylejakości i brakoróbstwa. A przecież wystarczy żeby tylko każdy znał swoje miejsce i kompetencje, żeby grafik/projektant projektował a sprzedawca sprzedawał a inwestor/prezes prezesował. Bo gdy się te kompetencje mieszają przeważnie wychodzi kupa i żaden ze sznureczka nie zarabia i zadowolonym nie jest, choćby nawet 300 tysięcy zainwestował. Nie no naprawdę nie mogę wyjść z podziwu, mieć tyle kapitału i takiego gniota stworzyć, to prawie jak unijnie dofinansowane projekty, tyle że tam to nie z mojej kieszenie tworze potworka a tutaj.. szkoda gadać. Nie mówię żeby od razu zatrudniać K2 do zrobienia serwisu, ale dobry freelancer z jako takim pojęciem zrobiłby to za ułamek kwoty i byłoby co reklamować na naszej klasie. Dobra już się więcej nie znęcam. AAA jeszcze jedna perełka :) ale to dla znawców, polecam odpalenie firebugowej konsoli , to żyje!!! A na koniec obrazek jak toto wygląda.
Powodowany wyjątkowo ciekawym opisem wszedłem na vivibuy.pl.. To rzeczywiście przykład jak forma może zabić treść. Sam pomysł aukcji jest finezyjny a nagrody nawet atrakcyjne. Domyslam się ,że ktoś zaufał grupie ludzi , która w wiekszości wywiązała sie z wyzwania oprócz grafika/informatyka. Kod strony przypomina bardziej DOS’a niż obecne standardy a reakcje niektórych pól na kursor to wspomnienie windowsowego Sapera.. Ogólnie strona niezła ale grafik/informatyk to jakiś viciosioł…